Damski bokser

Damski bokser

W okresie swojego dzieciństwa na czeskiej miałem jedną przyjaciółkę – Elizę. Eliza mieszkała kawałek dalej więc sam do niej nie mogłem chodzić, ale często odwiedzaliśmy się z rodzicami. Byliśmy mega zżyci, bo mimo mojego ówczesnego szowinistycznego poglądu, że dziewczyny są BE to Elizę traktowałem na równi.

 Bawiliśmy się generalnie szampańsko i często wykłócaliśmy co kto pierwszy wiedział rzucając tekstami typu “Ja to wiedziałem zanim się urodziłem” chodząc pod stołem podczas zabawy w podróżników. Z niewielu wspomnień jakie się zachowały z tamtych czasów, pamiętam, że będąc raz u Elizy, wyjątkowo nie miałem ochoty na zabawę (albo za bardzo wczułem się w zabawę w dom) i wolałem oglądać TV, rozjebany na kanapie. Przyjaciółka płci pięknej zdecydowała, że bawić się muszę i nie ma mowy o telewizji, a okazywała swoje przekonanie poprzez zasłanianie mi telewizora. Po niedługiej wymianie myśli na temat definicji świętego spokoju, nie wytrzymałem. Podpity oranżadą, wyprowadzony z równowagi po ciężkim tygodniu zabawy na podwórku wstałem i bez zawahania jak bojownik Państwa Islamskiego uderzyłem Elizę w czubek głowy. Sam cios bym zadany w stylu „Uderzenie Młotem” czyli zaciśniętą ręką, od góry, wykorzystując przy tym siłę grawitacji. Eliza ruszyła się z miejsca, w którym stała, niestety zamiast zrobić dwa czy trzy kroki, zrobiła ich kilkanaście, w kierunku spotkania rodziców. Przypał, ale można oglądać srebrny ekran bez przeszkód. Chris Brown approves. Ze łzami w oczach Eliza szybko wyrwała się z pułapki przemocy domowej i spawa trafiła do sądu. Rodzice, którzy odgrywali rolę wymiaru sprawiedliwości potraktowali całą akcję z dużym dystansem i nawet się śmiali jak usłyszeli co mam do powiedzenia w ramach swojej obrony. Wiec i my stwierdziliśmy ze no problem pogodziliśmy się wzruszając ramionami. Nie pamiętam co się potem stało. Jak zakończył się nasz spór? Oglądaliśmy bajkę, czy piłem herbatkę z Marią Antoniną? Wole napisać, że oglądaliśmy bajkę, żeby nikogo nie przekonać o skuteczności celowego zasłaniania jako formy szantażu. Ani zabierania kołdry rano. TAK. SIĘ. NIE. ROBI.

Następna historia związana z Elizą jest krótka, dlatego doczepiam ją tutaj. Zacznę od tego, że za dzieciaka słodyczy nie odmawiałem, kiedy nocując u swojej przyjaciółki dorwaliśmy z kuchni pudełko ciastek, większość zeżarłem ja mimo, że ciastka nie były pierwszej świeżości. Wszystko było pięknie, Kubuś dostał miodek, ale kiedy poszliśmy spać poczułem się niedobrze. Walka ze złym samopoczuciem skończyła się klęską w momencie, w którym poczułem zbliżające się do mojego gardła rzygi. Zerwałem się z łózka tak szybko, że mój cień nie zdążył zareagować, ale to i tak nie wystarczyło żeby dobiec do kibla. Próba minimalizacji szkód zakończyła się niepowodzeniem kiedy walnąłem hafta na podłogę w łazience. Haft bym taki, że powinienem mu nadać nazwę na wzór tego jak się nazywa klęski naturalne jak tornado czy tsunami, bo małe co nieco rozciągnięte było po całej łazience. Z po wymiocinowymi łzami w oczach zawołałem rodziców Elizy, którzy w swojej dobroci pomogli mi posprzątać moje malowidło naglebne. 

Mam zastój edukacyjny. Znaj umiar. Chyba pasuje do obu opowiadań, nie?

Dodaj komentarz

Zamknij