Mama, jestem kryminalistą

Mama, jestem kryminalistą

            Na szczęśliwych wakacjach w Hiszpanii, gdzie regularnie jeździliśmy wdychać pustynny piach z Maroka, który napierdalał jak na rajdzie z filmu Las Vegas Parano, razem ze znajomymi moich prawnych opiekunów tj. rodziców i ich rodzicami, była jedna warta zapamiętania akcja, pomijając moją babcie, która skoczyła ze spadochronu w wieku ponad 60 lat.

            Pewnego razu zaszliśmy do miejscowego sklepu gdzie przyczailiśmy rzecz przez nas pożądaną i jednocześnie zakazaną, bo jak wiadomo zakazany owoc smakuje najlepiej. Rozchodziło się o symbol dorosłości i młodzieńczego buntu (jeżeli było coś takiego w wieku około 5 lat) – szlugi. Gumowe szlugi. Ale szlugi. Ani moi, ani rodzice Konrada (mojego przyjaciela od kołyski) nie chcieli nam kupić deprawujących cukierków, wiec postanowiliśmy zdobyć upragnione fajki na własną rękę.

            Plan był następujący: Razem bierzemy dwie garści papierosów z pudełka (leżały luzem w takim większym kartonie), Konrad podchodzi do kasjerki i udaje ze chce je kupić po czym ucieka, a ja za nim. Plan doskonały, oparty na żelaznej logice, pozbawiony wad i zbędnych działań. Niestety kiedy mój wspólnik zaczął uciekać ja w przypływie emocji związanych ze swoim pierwszym przestępstwem podniosłem okrzyk radości skierowany do Konrada “Mam je, Konrad mam je!”, starszy o 1,5 roku przyjaciel, który był już daleko zdążył tylko rzucić przez ramię “Uciekaj” co nie bezzwłocznie uczyniłem, ale całe szczęście wystarczająco szybko zważywszy na wychodzącą zza lady kasjerkę o nienawistnym spojrzeniu (dzięki Bogu za zasuwę, którą najpierw musiała podnieść żeby wejść na sklep) której ręka próbująca mnie schwytać śmignęła zaledwie kilkanaście centymetrów za mną. 

            Po całej akcji, niczym bandyci z amerykańskich westernów po udanym skoku na bank, ukryliśmy się w drzewach naprzeciwko sklepu aby świętować nasze małe zwycięstwo, oglądając przy tym wymachującą pięścią sklepikarkę, krzyczącą coś po hiszpańsku. Pamiętam, że 2 papierosy schowaliśmy w ziemi na później, prawdziwi kowboje, ale do naszego skarbu nigdy nie wróciliśmy… Niestety w przypływie wyrzutów sumienia, wyznałem swoje winy szeryfowi (czytaj mamie) za co trafiliśmy do więzienia (czytaj nie mogliśmy się spotykać) na cały miesiąc. Zakaz regularnie łamaliśmy jednak nasza przestępcza działalność została znacznie ograniczona…

Lekcja z akcji – never snitch. 

Dodaj komentarz

Zamknij