Ranny ptaszek

Ranny ptaszek

            Niedaleko naszego bloku na Czeskiej, był skromny gołębiarz, więc na osiedlu było zawsze mnóstwo tych latających szczurów. Pewnego razu bawiąc się na placu zabaw z Konradem zobaczyliśmy pod drzewami (rosnącymi przy placu) siedzącego na glebie gołębia. 

            Zawsze staraliśmy się jednego złapać, bo przecież kto nie próbował? Wiec, zaczęliśmy podchody, jak się niedługo potem okazało, zupełnie niepotrzebnie, bo gołąb był ranny i nie mógł odlecieć biedak. Staliśmy chwilę nad rannym symbolem pokoju zastanawiając się co z nim zrobić. Obaj trochę baliśmy się go wziąć na ręce, bo to zasrane bombowce ale koniec końców wyszło na to, że to ja go wezmę i ja się nim zajmę. Tak też się stało. Zaniosłem nieczyste zwierze do mieszkania i umyłem ręce od stóp aż po czubek głowy. Razem z ciocią, która wtedy była u nas w mieszkaniu, zbudowaliśmy gołębiowi schronienie w postaci odwróconego krzesła oraz nakarmiliśmy rannego w boju asa przestworzy. Ptak mieszkał u nas na balkonie przez kilka dni, zaopatrzony w wodę oraz pożywienie, które sam mu dostarczałem i obserwowałem jak synek mi rośnie w oczach. Po czasie wariat odleciał nie wiadomo kiedy, wiadomo gdzie, do gołębiarza niedaleko łamiąc mi serducho, ale od tamtej pory żaden ptak na mnie nie zasrał. Karma, my friend.

            To były czasy, jak się mówiło, że postawiłem ptaka do pionu i odleciał tam gdzie jego miejsce to każda na dzielni wiedziała, że dla mnie liczy się wnętrze, bo w głowie miała tą czystą opowieść, którą właśnie przeczytaliście, zboczeńcy.

Bycie pomocnym podobno się w dzisiejszym świecie nie sprawdza, ale chuj tam, czasami warto zaryzykować, może dzięki tobie ktoś znowu zacznie latać.

Dodaj komentarz

Zamknij