Szkolna polityka

Szkolna polityka

  • Buda

Moje początki w systemie indoktrynacji, zaczęły się od przedszkola, do którego poszedłem zaraz po przeprowadzce. Z pierwszego roku edukacji nie ma za bardzo co opowiadać. Pamiętam przebłyski, że beczałem jak Niemiec przy sprzedaży auta przed pierwszym dniem, krzycząc “JA NIE CHCE DO SZKOŁY”, ale nie było tak źle, był dywan z ulicami i naklejki jak się dobrze udawało trupa na leżakowaniu. Może poza takimi momentami, w których rodzice zapomnieli o takiej drobnostce jak ich dziecko i czekałem do wieczora wpatrzony w mokre od deszczu okno. Jak powiedziałem, że można jeść piasek (z piaskownicy) po czym przeszedłem do udowadniania tego twierdzenia. Opiekunka rzuciła wtedy casualowo jakby na każdym roku był taki koneser – “Nie jeść piasku” i jak się chciałem pożegnać z ziomkiem na szybko wkładając głowę przez szparę w uchylonych drzwiach, które czyjaś mama postanowiła akurat zamknąć… do dzisiaj mam owalny łeb.

Potem była podstawówka, radosny okres pukania do drzwi i uciekania i kolejne turnieje pokemonów po łazienkach. Klasa była generalnie ogarnięta, ludzie się lubili, ale była jedna osoba, która słabo wpasowała się w ramy normalności i odbiegała od reszty – Janisz, bo taką miał ksywę, był osobą co najmniej dziwną. Jego idolem i autorytetem był Andrzej Lepper, polityk, przewodniczący Samoobrony był wzorem do naśladowania dla dzieciaka w podstawówce. Najwyraźniej nie rozumieliśmy, że on po prostu urodził się do rządzenia. Ach, my małe prostaczki. Nasz oryginalny fanboy chodził zawsze lekko zgarbiony obsesyjnie ruszając palcami, robił nimi takie ruchy jakby nieustannie obracał (oburącz) w rękach jakiś przedmiot. Do tego wszystkiego był trochę aroganckim gnojkiem i bardzo lubił się przechwalać. Już rozumiecie dlaczego nie znalazł sobie wielu kumpli, tylko stał się klasową ofiarą. Właściwie taka mieszanka nie mogła dać innego efektu.

W klasie od polskiego, mieliśmy takie niewielkie kartonowe pudełko, do którego mogliśmy wrzucać listy do innych osób z klasy, anonimowo. Generalnie idea była taka żeby się wzajemnie chwalić. Ale moje spaczone serce anarchisty wymyśliło inny sposób do jakiego może zostać wykorzystana anonimowość. Razem z Marcinem, którego znałem od przedszkola postanowiliśmy trochę pobawić się w tak uwielbianą przez Janisza politykę. Będąc mały uwielbiałem rysować więc plan polegał na narysowaniu karykatury Janisza i podpisaniu „To Janisz”. Polityka, pamiętacie? Wszystkie chwyty dozwolone. Pamiętam że narysowałem zgarbioną postać z dużym nosem zamkniętą w klatce (Rysunek wyglądał jak nienawistny plakat propagandowy III Rzeszy o Żydach). Rysunek wrzuciliśmy do skrzynki i następnego dnia czekaliśmy na odczyt kartek. Plan z jednej strony przekroczył nasze oczekiwania, a z drugiej trochę wyjebał nam w twarz. Mały książę zgłosił próbę oczernienia przez co cała klasa zobaczyła mój talent artystyczny i prawdziwą naturę tej komunistycznej gnidy! Nie no żartuje, to polityka wyciąga z ludzi najgorsze gówno. Peace and love.

No, ale nauczycielka nie chciała tego tak zostawić i wszczęła dochodzenie. Większość oskarżeń padła na pewnego typka z patologicznej rodziny, który już raz nie zdał (w podstawówce) i trochę na mnie przez fakt, że rysunek nie był ludzikiem z 4 kresek i kółka. Gość się oczywiście wszystkiego wypierał, a dochodzenie trwało tak długo, że w końcu postanowiłem się przyznać. Jak zwykle nie było żadnych poważnych konsekwencji, bo sprawa się trochę ochłodziła do tego czasu, ale pamiętam twarz jednej koleżanki, która wielokrotnie mówiła, że mi wierzy, że to nie ja i to na pewno ten drugi. Do tej pory mam ochotę spojrzeć w ziemie jak o tym myślę. Ugh.

Nie daj się podzielić polityce. Wystarczająco dzielimy się nawet bez tego.

Dodaj komentarz

Zamknij