Szlachetne uczynki

Szlachetne uczynki

  • Buda

            Janisz miał przejebane regularnie, nie pamiętam wszystkich “lekcji pokory”, które nasz bohater przymusowo przerobił w podstawówce, ale lekko nie miał. Wyobrażam sobie, że niestety w domu też na harfie nie grał, no bo od kogo się chłopak nauczył całego tego… “specyfizmu”. Ta oryginalność doprowadziła do ciekawej sytuacji i wielkiego zaszczytu dla całej naszej wioski prostych ludzi.

            Z tych dokuczeń, które zachowały się w mojej pamięci opisze najkrócej jak się da, bo o ile śmieszniejsze to było wtedy, teraz ten humor jakoś traci. Oprócz zamiłowania do polityki, Janisz uwielbiał wieżowce. Rysował je kiedy tylko mógł, zawsze od linijki i w trójwymiarze. Cenił sobie architektoniczną harmonię jak chiński architekt feng-shui, a kiedy razu pewnego harmonia została zaburzona przez dorysowanych ludzików na dachu wieżowca Lepper tak przeżył zakłócenie pozytywnej energii, że wybuchł płaczem (no dobra to jest nawet śmieszne). Ale powszechne było chowanie mu plecaka, ubrań, które zdjął przebierając się w swoje sportowe ciuszki na WF albo odwrotnie tak, że nie mógł ćwiczyć i dostawał opierdol. Zgłaszając to do nauczyciela generalnie chuja mógł zrobić bo w szatni było za dużo ludzi. W najgorszym przypadku kończyło się uwagą, albo uwagą dla (tym razem) niewinnego. Przebieralnia była dla niego jak bar na dzikim zachodzie, tylko bez zimnego browara, czyli chujowa jak dzwon. Lepper dostawał w morde wielokrotnie (umywam tutaj rączki), musiał skakać po swoje rzeczy wrzucone na taką wysoką półkę no i generalnie walczyć jak ranne zwierze na safari. W przebieralni szkolnej, w której zostawialiśmy kurtki i zmienialiśmy buty żarty polegały na przewieszaniu w inne miejsca jego fatałaszków. Chłopak zanim wyszedł ze szkoły musiał sobie trochę jeszcze pospacerować. Feels bad.

            To o czym chciałem napisać dotyczy przechwałek, które były powtarzane tak często, że będę je pamiętał mając 80 i alzheimera. Podstawą do wyrażania swojej wyższości wobec innych było przekonanie Janisza, że jego przodkami była niemiecka arystokracja, a jego prawdziwe nazwisko to Von coś tam. Dom rodowy Vonów mógł nie robić tak wielkiego wrażenia jak nadludzkie postaci w nim mieszkające, a jego główną wadą było nie wystarczające pogłębianie przepaści klasowej, której właściwie wcale nie pogłębiał, bo nie licząc małego basenu z glonami człowiek przechodzący obok, mógł zupełnie przegapić jak blisko znalazł się królewskiej krwi. Głowa szlachetnej familii musiała rozpocząć budowę czegoś bardziej odpowiedniego. Jak na arystokrację przystało, Janisz miał zamieszkać w… zamku. Serio, jego ojciec zaczął SAM budować zamek na swojej działce kilka kilometrów od tymczasowej posiadłości. Woził kamienie na taczce przyczepionej to małego quada i budował mur. Mur zbudował mimo że zajęło mu to lata, postawił nawet kapliczkę i przyczepił tablicę z ich nazwiskiem (oczywiście) oraz hasłem „Bóg, honor, ojczyzna”, ale zamku jak nie było wtedy tak nie ma do teraz. Powstała tylko nowa miejscówka, żeby zajechać rowerem, oprzeć się o mur i docenić jakie mamy szczęście, że w naszej nic nie znaczącej wiosce mieszka Von, trzech nawet. Poza tym nic się nie zmieniło Janisz chwalił się zamkiem w planach i pokojem jaki będzie w nim miał. Pokój miał być w zamkowej wieży, którą narysował, żebyśmy lepiej pojęli. Do tego dochodziły przechwałki o zamiarze kupna prywatnego samolotu i tablicy rejestracyjnej od Muhammada Aliego. Nie pytaj, nawet nie wiedziałem kto to jest wtedy. Patrząc na całą akcje z dobrej strony, zamek nigdy nie był zdobyty przez podludzi, już zawszę będzie pomnikiem pustej dumy. Serio kurwa właśnie do tego doszedłem. Pomnik pustej dumy, poetyckie.

Muszę pisać lekcję? “Pycha chodzi przed upadkiem” czy coś.

Dodaj komentarz

Zamknij